· Monika Ślusarczyk · Ciekawostki  · 7 min czytania

Ile psów przeżyło na Titanicu?

Z dwunastu psów na pokładzie Titanica przeżyły tylko trzy. Dlaczego akurat one, kto je uratował i co ta historia mówi nam o ludziach i zwierzętach?

Z dwunastu psów na pokładzie Titanica przeżyły tylko trzy. Dlaczego akurat one, kto je uratował i co ta historia mówi nam o ludziach i zwierzętach?

Wyobraź sobie tę scenę. Kwiecień 1912, lodowaty Atlantyk, łódź ratunkowa numer 7 spuszczana z pokładu Titanica. Margaret Hays, dwudziestoczteroletnia Amerykanka, ma w ramionach pomeranian o imieniu Lady, owiniętą w koc. Obok stoi James Clinch Smith, też pierwsza klasa, też jeszcze na statku. Spogląda na zawiniątko i półżartem rzuca, że może i pieskowi należałaby się kamizelka ratunkowa.

Lady przeżyła. Margaret też. James Smith — nie.

Z dwunastu udokumentowanych psów na pokładzie Titanica katastrofę przeżyły dokładnie trzy. I to nie była kwestia szczęścia.

Trzy psy, trzy łodzie, trzy bardzo konkretne nazwiska

Lady — pomeranian Margaret Hays. Margaret kupiła ją w Paryżu, wracała z dwiema przyjaciółkami do Nowego Jorku. Łódź ratunkowa numer 7. Lady przeżyła nie tylko katastrofę, ale dożyła czerwca 1917 roku, kiedy zaginęła z domu Hays — uciekła albo została skradziona, źródła mówią różnie.

Pomeranian Elizabeth Jane Rothschild (imię nieznane). Łódź numer 6. Mąż pani Rothschild, Martin, zginął. Ona przeżyła całą lodowatą noc trzymając psa pod płaszczem. Gdy nad ranem podpłynęła „Carpathia” — statek, który zabrał ocalałych — załoga na początku odmówiła wciągnięcia psa na pokład. Pani Rothschild powiedziała wprost: jeśli wam nie pasuje pies, ja zostaję w łodzi. Ostatecznie wciągnęli oboje.

Sun Yat-Sen — pekińczyk małżeństwa Harperów. Henry Sleeper Harper był wydawcą; pies został nazwany na cześć pierwszego prezydenta Republiki Chińskiej, której powstanie ogłoszono dosłownie kilka miesięcy wcześniej, 1 stycznia 1912 roku. Cała trójka — Henry, jego żona Myra i Sun Yat-Sen — wsiadła do łodzi numer 3 razem z dwojgiem służących. Według późniejszej relacji Harpera w łodzi „było mnóstwo miejsca i nikt nie zgłaszał obiekcji”.

📌 Wszystkie trzy ocalałe psy łączyły dwie rzeczy: bardzo małe rozmiary i to, że spały w kabinach swoich opiekunów, a nie na pokładzie F.

Dlaczego przeżyły akurat te trzy

Tu zaczyna się część, która mnie najbardziej zastanawia jako behawiorystkę.

Większe psy z pierwszej klasy — airedale terriery, dog niemiecki, francuski buldog, chow chow, king charles spaniel — były trzymane w kojcach na pokładzie F. Opiekował się nimi cieśla okrętowy, John Hutchison. Codzienny spacer po pokładzie rufowym, karmienie, regularna toaleta. Wszystko jak w hotelu. Na 15 kwietnia był zaplanowany pokaz psów dla pasażerów — nieformalny konkurs piękności. Nigdy się nie odbył, bo statek poszedł na dno wcześnie nad ranem tego samego dnia.

Bilet dla psa kosztował tyle co dla dziecka. To nie była tania zachcianka.

Tyle że gdy statek zaczął tonąć, do kojców na pokładzie F dotrzeć było po prostu znacznie trudniej niż do własnej kabiny. Ktoś — być może jeden z pasażerów — w pewnym momencie otworzył klatki. Ostatnia relacja świadków mówi o psach biegających po coraz bardziej nachylonym pokładzie.

Nie miały dokąd iść. Nie zmieściłyby się też do łodzi — nie z powodu zasad, ale rozmiaru.

Pies, który nie chciał puścić sukienki

Helen Bishop, dwudziestoczteroletnia pasażerka pierwszej klasy, też wzięła pekińczyka — Frou-Frou. W końcu jednak zostawiła go w kabinie. Frou-Frou nie chciał jej puścić. Złapał zębami spódnicę i trzymał. Materiał pękł. Helen wsiadła do łodzi. Pies został.

Wiele lat później Bishop wspominała ten moment jako jeden z najtrudniejszych w swoim życiu. Pisała, że pies próbował ją zatrzymać, że ciągnął sukienkę, że tak bardzo chciał z nią pójść.

⚠️ Frou-Frou był dokładnie taki sam jak Sun Yat-Sen — pekińczyk, kabina pierwszej klasy. Różnica między „przeżył” a „nie przeżył” sprowadziła się do jednej decyzji opiekunki.

Kobieta, która została z psem

Ann Elizabeth Isham. Pięćdziesiąt lat, pierwsza klasa, wsiadła w Cherbourgu z dużym psem — według różnych źródeł dog niemiecki albo bernardyn. Pies był za duży, żeby zmieścić się w łodzi ratunkowej. Ann nie weszła bez niego. Zginęła. Była jedną z czterech kobiet pierwszej klasy, które tego nie przeżyły.

Ann jest postacią rzeczywistą i jej historia jest udokumentowana. Pojawia się jednak również apokryficzna wersja: że pasażerowie niemieckiego statku „Bremen” mieli kilka dni później zobaczyć w wodzie zamarzniętą kobietę w kamizelce ratunkowej, obejmującą dużego psa. Brak na to dowodów. Ten obraz to legenda, choć ma w sobie coś ze sceny finałowej hollywoodzkiego filmu.

Mit, który chciałoby się, żeby był prawdziwy: Rigel

To moja ulubiona historia z całego tego materiału. Bo gdyby była prawdziwa, nadawałaby się na książkę dla dzieci.

Rigel — czarny nowofundland, podobno należący do pierwszego oficera Titanica, Williama McMastera Murdocha. Według tekstu, który ukazał się w „New York Heraldzie” w 1912 roku, Rigel miał trafić do wody, pływać godzinami w lodowatym oceanie i naprowadzić załogę „Carpathii” na jedną z łodzi ratunkowych szczekaniem. Klasyczny, heroiczny pies-bohater.

Problem w tym, że historia nie wytrzymuje weryfikacji.

  • Murdoch nigdy nie miał psa. Jego rodzina to potwierdziła.
  • W żadnej relacji ocalałego z „Carpathii” Rigel się nie pojawia.
  • Inne szczegóły opowieści (m.in. nazwisko kapitana statku ratunkowego, dalsze losy psa) nie zgadzają się z faktami.

Smithsonian, Muzeum Morskie w Liverpoolu i kilkoro historyków zajmujących się Titanikiem definitywnie obaliło ten mit. Rigel po prostu nie istniał.

Co ta historia mówi nam dziś

Wiem, co możesz teraz pomyśleć: „Monika, to było 114 lat temu. Po co wracać do bajki o pomeranianach”. Wracam, bo widzę w tym jeden bardzo aktualny wzór.

To, czy pies przeżyje katastrofę — pożar, wypadek samochodowy, ewakuację, powódź — zależy w ogromnej mierze od tego, gdzie się znajduje w krytycznym momencie. Pies w transporterze w bagażniku. Pies w kojcu w ogrodzie pod nieobecność opiekuna. Pies w mieszkaniu na piątym piętrze w czasie pożaru. Pies w piwnicy. Każde z tych miejsc to jakaś wersja „pokładu F”.

Małe psy z apartamentów pierwszej klasy nie przeżyły dlatego, że były wyjątkowe. Przeżyły, bo były bliżej swoich opiekunów wtedy, kiedy podejmowano decyzję o wsiadaniu do łodzi. To jedyna różnica.

Dwie rzeczy, które warto sobie przemyśleć — zwykła rozmowa, nie żadna porada:

  • Czy mam transporter, do którego mój pies wchodzi spokojnie i który mogę chwycić jedną ręką?
  • Czy ktoś poza mną wie, że w moim mieszkaniu jest pies, i ma do niego dostęp, gdyby coś się stało, a mnie tam nie było?

Smutna prawda jest taka, że nawet dziś — przy całej naszej infrastrukturze, strażach pożarnych ratujących zwierzęta i całym dobrostanowym dyskursie — w sytuacji kryzysowej liczą się te dwa czynniki: bliskość i czas reakcji.

💡 Margaret Hays, Elizabeth Rothschild i Myra Harper miały coś więcej niż szczęście. Miały małe psy w zasięgu ręki i upór, żeby ich nie zostawić.

Najczęściej zadawane pytania

Ile psów było na Titanicu? Co najmniej dwanaście udokumentowanych. Niektóre źródła sugerują, że mogło być więcej — lista pasażerów-zwierząt nie była pełna. Charles Moore z Waszyngtonu planował przewieźć Titanikiem dodatkowo sto angielskich foxhoundów do polowań w Wirginii, ale w ostatniej chwili zmienił plany i psy popłynęły innym statkiem. Jego — ironicznie — Titanic zabrał, ale Moore katastrofy nie przeżył.

Ile psów ocalało? Trzy. Dwa pomeranian i jeden pekińczyk.

Czy psy mogły być w kabinach? Oficjalnie nie — pierwszą klasę obowiązywał kojec na pokładzie F. W praktyce mali pasażerowie czworonożni często sypiali w kajutach swoich opiekunów. Załoga przymykała na to oko, zwłaszcza wobec pierwszej klasy.

Czy historia o Rigelu jest prawdziwa? Nie. To dziennikarski mit z 1912 roku, wielokrotnie obalany przez historyków.

Czy jakieś koty przeżyły? Statek miał kotkę okrętową o imieniu Jenny, która polowała na szczury. Według jednej z relacji Jenny urodziła kocięta tuż przed dziewiczym rejsem i opuściła Titanica jeszcze w Southampton, zabierając ze sobą młode. Inne źródła mówią, że została na statku. Pewności nie ma. Innych kotów na liście pasażerów nie odnotowano.

Czy ktoś otrzymał odszkodowanie za psa? Tak. Przynajmniej jeden pasażer, Harry Anderson, zgłosił roszczenie na 50 dolarów po stracie chow chowa. Robert Williams Daniel, bankier, podróżował z czempionem rasy buldog francuski o imieniu Gamin de Pycombe — pies zginął, Daniel ocalał i również ubiegał się o odszkodowanie.

Podsumowanie

Trzy małe psy w ramionach trzech upartych kobiet. Tyle. Cała reszta — większa, cięższa, w kojcach na dole — została. Mit o heroicznym Rigelu wygląda znacznie lepiej w gazecie niż prawda o psach biegających po przechylającym się pokładzie.

Ale prawda jest taka, że jak prawie zawsze, gdy chodzi o zwierzęta — wszystko sprowadza się do dwóch rzeczy: gdzie pies jest w momencie kryzysu i kto zdecyduje, że nie odejdzie bez niego.

To wpis z kategorii „Ciekawostki”, nie porada prawna ani specjalistyczna. Jeśli interesuje cię prawna strona przewozu zwierząt na pokładach statków albo procedury bezpieczeństwa — dzisiejsze przepisy są zupełnie inne niż w 1912 roku i każdy przewoźnik ma własne regulaminy.

  • titanic
  • historia
  • psy
  • ciekawostki
  • katastrofy
  • podróże z psem
Share:

⚖️ Informacja prawna

Treści na stronie mają charakter informacyjny i nie stanowią porady prawnej. Jeżeli Twoja sprawa wymaga oceny prawnej, rozważ konsultację z profesjonalistą — lista prawników.

Powrót do bloga

Powiązane artykuły

Zobacz wszystkie artykuły »